Zwyczaje adwentowe

Rozmaite są symbole w kościele i w naszych domach. Jedni doskonale je znają i potrafią odczytać, inni głowią się widząc w oknach zapalone lampki adwentu...

Posiadamy w naszych domach rozmaite przedmioty religijne - nawet z innych religii, a tak mało czasem rozumiemy  i stosujemy własne...

Starsze pokolenie pamięta, że adwent zaliczany był do tzw. czasów mocnych związanych jednym z przykazań kościelnych. Odnowiona liturgia ukazuje go jako czas radosnego oczekiwania. I chociaż nie jest on okresem pokutnym, nie oznacza to jednak, że zostaje zarzucona tradycja wyciszenia. Trzeba zauważyć, że przykazanie powstało później, aniżeli tradycja, a zniesienie przykazania nie znosi tradycji adwentu. Owa wstrzemięźliwość od hucznego życia świata jest ciągle pomocną. Skoro jest to przygotowanie, tzn. że nie świętowanie. A dopiero świętowaniu przysługuje zabawa. Jeśli już teraz karnawał, to jaki będzie urok rzeczywistego karnawału? Szkoda, że zanikają stare obyczaje, które przypominały o charakterze tego czasu. To był i jest pierwszy zwyczaj adwentowy: wstrzemięźliwość.

Roraty - nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, (Niebiosa spuśćcie rosę). Rosa z nieba wyobraża łaskę Boga. Jak trudnym jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski Boga. Dawny obyczaj nakazywał odprawiać Mszę Św. roratnią  tuż przed świtem. Był to znak, że zanim przyszedł Chrystus, pośród ludzkości panowały ciemności grzechu.

Podczas rorat płonie świeca zwana roratką. Zapala się ją ku czci Matki Najświętszej, którą nazywamy Jutrzenką Zbawienia. Podobnie jak pierwsze promienie słońca, zwane poranną jutrzenką zapowiadają wschodzące słońce, tak Maryja przyniosła światu Zbawiciela.

Na roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by wędrować z tym światłem do domów.  Na wzór owych panien roztropnych z Chrystusowej przypowieści o oczekiwaniu Pana.

Tradycja błogosławienia opłatków wywodzi się ze starochrześcijańskich eulogów – błogosławionych chlebów.  Pierwotnie był on wsparciem dla ubogich oraz wyrazem łączności, z tymi, którzy nie mogli uczestniczyć we wspólnej Eucharystii, zwanej Łamaniem Chleba. Z czasem przerodziła się w adwentowe błogosławienie chleba, którym dzielono się podczas wilijnej wieczerzy. Na uwagę zasługuje fakt, iż nazwa Betlejem oznacza Dom Chleba. Obrzęd ten przetrwał w Kościołach Wschodu. Jednym z powodów zaniku tej tradycji na Zachodzie było zaprzestanie chrześcijańskich agap – uczt wspólnoty oraz być może  odrzucenie przez protestantów  wiary w Eucharystię. Stąd Kościół katolicki skupiając się na wyrazistości wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii, zwłaszcza na Zachodzie zarzucił również tradycję rozsyłania błogosławionych chlebów i opłatka.

Tradycja wieńca zrodziła się w Niemczech. W Adwencie 1839 roku pewien pastor sporządził szczególny wieniec. Na obrzeżu koła umieścił 24 małe świeczki. W kolejny dzień Adwentu zapalano o jedną więcej. Wokół  codziennie gromadzili się podopieczni pastora na wspólne spotkania i śpiewy.

Zwyczaj ten z czasem przyjmowano w tradycji katolickiej zwł. w formie uproszczonej jako wieniec z 4 świeczkami, które oznaczają 4 niedziele adwentu.

Świece ustawia się na kole, które oznacza, że Bóg jest wieczny, nie ma początku ani końca. Uplecione z gałęzi roślin wiecznie zielonych oznacza życie wieczne, jakie daje nam Chrystus.
Zapalanie świeczek wiąże się ze słowami  Zbawiciela, który mówił o sobie: Jam jest światłość świata, kto idzie za mną, nie chodzi w ciemnościach, ale będzie miał światłość żywota. W niektórych domach można spotkać świecę z podziałką na 24 dni adwentu. Zapala się ja przy wspólnych posiłkach i modlitwach.

Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Świecznik ten w pewien sposób wzorowany na świeczniku, który niegdyś płonął w świątyni jerozolimskiej w miejscu najświętszym, ma swe dopełnienie także w apokaliptycznych wizjach Syna Bożego, który przechadza się między siedmioma złotymi świecznikami. W Apokalipsie siedem świeczników - jest to siedem Kościołów.        

Tak zwyczaj ten opisał Władysław Syrokomla:
Od Bolesława, Łokietka, Leszka, gdy jeszcze w Polsce Duch Pański mieszkał, stał na ołtarzu przed Mszą roraty siedmioramienny lichtarz bogaty. A stany państwa szły do ołtarza, i każdy jedną świecę rozżarza. Król - który berłem potężnym włada; Prymas - najpierwsza senatu rada; Senator - świecki opiekun prawa; Szlachcic - co królów Polsce nadawa; Żołnierz - co broni swoich współbraci; Kupiec - co handlem ziomków bogaci; Chłopek - co z pola, ze krwi i roli dla reszty braci chleb ich mozoli. Każdy gotów na sąd Boży...

Tak ... siedem modlitw treści odmiennej wyrażał lichtarz siedmioramienny. Dziś inne grupy i zawody stanowią naród lub o narodzie. Każdemu z nas, zwł. z czasie pandemii i tego wszystkiego co dzieje się we współczesnym świecie, przyda się ta myśl: „Jestem - bądź nie - gotów na sąd Boży”.

Dziś coraz więcej ludzi szukających mądrości – sensu życia i ciepła miłości. Gdzież tego szukać, jak nie u Boga i na modlitwie.

Świat dzisiejszy jest pełen błędnych, ognistych idei, oślepiających i prowadzących na manowce.

Niech płoną w naszych domach świeczki wieńca adwentowego.

W oknach naszych mieszkań lub na stolikach niechaj palą się lampki adwentu.

Niech to wszystko wyraża i przypomina nam o modlitwie, prawdach wiary.