Refleksje na 1 Niedzielę Adwentu 2017

Pali się już pierwsza świeca na adwentowym wieńcu, odprawiać zaczniemy roraty. Rozpoczęliśmy adwent – czas oczekiwania na przyjście Chrystusa Pana.  Dla starożytnych chrześcijan całe życie było adwentem – oczekiwaniem i przygotowaniem, zgodnie ze wskazaniami Chrystusa Pana: Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.

Nasz adwent będzie przygotowaniem o podwójnym znaczeniu: do kolejnych świąt Bożego Narodzenia, upamiętniających pierwsze przyjście Zbawiciela (nie do gwiazdki) oraz do powtórnego Jego przyjścia na końcu czasów. Chrześcijanin nie jest pesymistą, fatalistą, ale nie może też być nierozważnym. Rozpoczynany przez nas czas adwentu, po raz kolejny wyraża w sobie obydwa wymiary oczekiwania: ten, który już się dokonał i ten, którego spełnienia się spodziewamy.

Starsze pokolenie pamięta, że adwent zaliczany był do tzw. czasów mocnych związanych jednym z przykazań kościelnych. Odnowiona liturgia ukazuje go jako czas radosnego oczekiwania. I chociaż nie jest on okresem pokutnym, nie oznacza to jednak, że zostaje zarzucona tradycja wyciszenia. Trzeba zauważyć, że przykazanie powstało później, aniżeli tradycja, a zniesienie przykazani nie znosi tradycji adwentu. Owa wstrzemięźliwość od hucznego życia świata jest ciągle pomocną. Skoro jest to przygotowanie, tzn. że nie świętowanie. A dopiero świętowaniu przysługuje zabawa. Jeśli już teraz karnawał, to jaki będzie urok rzeczywistego karnawału? Szkoda, że zanikają stare obyczaje, które przypominały o charakterze tego czasu. To był i jest pierwszy zwyczaj adwentowy: wstrzemięźliwość.

Przyjrzyjmy się innym dawnym i nowym. Roraty - nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, (Niebiosa spuśćcie rosę). Rosa z nieba wyobraża łaskę Boga. Jak trudnym jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski Boga. Dawny obyczaj nakazywał odprawiać ją tuż przed świtem. Był to znak, że zanim przyszedł Chrystus, pośród ludzkości panowały ciemności grzechu.
Podczas rorat płonie świeca zwana roratką. Zapala się ją ku czci Matki Najświętszej, którą nazywamy Jutrzenką Zbawienia. Podobnie jak pierwsze promienie słońca, zwane poranną jutrzenką zapowiadają wschodzące słońce, tak Maryja przyniosła światu Zbawiciela.
Na roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by wędrować z tym światłem do domów.  Na wzór owych panien roztropnych z Chrystusowej przypowieści o oczekiwaniu Pana.

Tradycja błogosławienia opłatków wywodzi się ze starochrześcijańskich eulogów – błogosławionych chlebów.  Pierwotnie był on wsparciem dla ubogich oraz wyrazem łączności, z tymi, którzy nie mogli uczestniczyć we wspólnej Eucharystii, zwanej Łamaniem Chleba. Z czasem przerodziła się w adwentowe błogosławienie chleba, którym dzielono się podczas wilijnej wieczerzy. Na uwagę zasługuje fakt, iż nazwa Betlejem oznacza Dom Chleba. Obrzęd ten przetrwał w Kościołach Wschodu.  Jednym z powodów  zaniku tej tradycji na Zachodzie było zaprzestanie chrześcijańskich agap – uczt wspólnoty oraz być może odrzucenie przez protestantów  wiary w Eucharystię, z zachowaniem jedynie dzielenia się błogosławionym chlebem. Stąd Kościół katolicki skupił się na wyrazistości wiary w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii.

Rozmaite symbole ma adwent w kościele i w domach. Jedni doskonale znają je i po-trafią odczytać, a inni głowią się widząc w oknach zapalone lampki adwentu...
Kolejnym jest wieniec adwentowy. Tradycja ta zrodziła się w Niemczech. W Adwencie 1833 roku pewien pastor sporządził szczególny wieniec. Na obrzeżu koła umieścił 24 małe świeczki. W kolejne dni zapalał o jedną więcej. Wokół gromadziły się dzieci na co-dziennie modlitwy i śpiewy.
Zwyczaj ten z czasem przyjął się w tradycji katolickiej zwł. w formie uproszczonej jako wieniec z 4 świeczkami, które oznaczają 4 niedziele adwentu. Świece ustawia się na kole, które oznacza, że Bóg jest wieczny, nie ma początku ani końca. Upleciony z gałęzi roślin wiecznie zielonych oznacza życie wieczne, jakie daje nam Chrystus.
Zapalanie świeczek wiąże się ze słowami Zbawiciela, który mówił o sobie: Jam jest światłość świata, kto idzie za mną, nie chodzi w ciemnościach, ale będzie miał światłość życia.

Nowym zwyczajem staje się świeca z wygrawerowanymi dniami adwentu. Zapala się ją przy wspólnych posiłkach i modlitwach.

Kolejnym wymownym zwyczajem jest  siedmioramienny świecznik adwentowy. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. roratniej do ołtarza podchodził król. Niósł on ozdobioną świecę i umieszczał na świeczniku, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając mówili: Sum paratus ad adwentum Domini (Jestem gotów na przyjście Pana). W ten sposób wyrażali swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Lichtarz ten wzorowany był na świeczniku, który niegdyś płonął w świątyni jerozolimskiej w miejscu najświętszym.  Ma też swe dopełnienie w apokaliptycznych wizjach Syna Bożego, który przechadza się między siedmioma złotymi świecznikami. W Apokalipsie siedem świeczników - jest to siedem Kościołów starożytności. Tak zwyczaj ten opisał W. Syrokomla: Od Bolesława, Łokietka, Leszka, gdy jeszcze w Polsce Duch Pański mieszkał, stał na ołtarzu przed Mszą roraty siedmioramienny lichtarz bogaty. A stany państwa szły do ołtarza, i każdy jedną świecę rozżarza. Król - który berłem potężnym włada; Prymas - najpierwsza senatu rada; Senator - świecki opiekun prawa; Szlachcic - co królów Polsce nadawa; Żołnierz - co broni swoich współbraci; Kupiec - co handlem ziomków bogaci; Chłopek - co z pola, ze krwi i roli dla reszty braci chleb ich mozoli. Każdy gotów na sąd Boży. Tak  siedem modlitw treści odmiennej wyrażał lichtarz siedmioramienny.

Współcześnie inne grupy i zawody stanowią naród lub o narodzie. Każdemu z nas jednak przyda się myśl: Jestem gotów na sąd Boży.  Każdy z nas mógłby każdej świecy przypisać siedem swoich czynów – oczywiście tych dobrych, bo tylko te mogą świecić przykładem i świadczą o przygotowaniu. Siedem modlitw treści odmiennej w rodzinach i w samotności odnajdzie każdy.  Takie świeczniki są osiągalne w sprzedaży, choć i bez nich modlić się można i trzeba. Dziś coraz więcej ludzi szuka zagubionego sensu. Gdzież tego szukać, jak nie w tradycji, u Boga i na modlitwie?

Takie oto obrzędy, zwyczaje i symbole stanowią o adwencie. W nich wyrażamy i poprzez nie praktykujemy swoją religijność. W nich odzwierciedla się dusza chrześcijanina i Polaka. One bowiem są również treścią i dziedzictwem naszej kultury.
Zachwycamy się nowinkami – nawet takimi, które trudno pogodzić z duchem wiary, np. parodią pamięci o zmarłych w przeddzień Wszystkich Świętych. Jakże to przerażające... Niechaj ciągle poruszają nas słowa poety: Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie...

Współczesny świat pełen jest błędnych ognistych idei, oślepiających i prowadzących na manowce. W oknach naszych mieszkań i na stołach naszych domów niechaj płoną świeczki i lampki adwentu.  Niech to wszystko przypomina nam i innym o modlitwie, prawdach wiary, aby w Polsce Duch Pański mieszkał, jak przed laty. Może także zagości niepokojem w sercu kogoś z otoczenia... Modlącego się chrześcijanina, chciałoby się powiedzieć spalającego się w modlitwie, nie przeraża antyfona: Jestem gotów na sąd Boży. Człowiek wiary bowiem woła: Przyjdź Panie, bogaty w miłosierdzie!